Recenzja książki "Bogumił Wiślanin"

Autor: Sir Alexander

Są takie chwile, kiedy zachodzę w głowę czemu właściwie polscy pisarze tak rzadko eksploatują temat wczesnej historii naszego państwa. I pisząc „wczesnej” nie chodzi mi o okres, w którym walczyliśmy z maniakami w białych płaszczach i czarnych krzyżach na nich. Chodzi mi o czasy naprawdę wczesne – o mroczne i zapomniane lata, kiedy polskie ziemie zamieszkane były przez Polan czy Wiślan i – parafrazując podtytuł pewnego nie do końca udanego filmu – kiedy nasi bogowie chodzili jeszcze po Ziemi... Och, ileż w tym możliwości, ileż nie odkrytych skarbów czy dziewiczych wręcz terytoriów czekających na pomysłowego pisarza... Raj czekający na odkrywcę... Czekający, czekający, czekający i... tracący cierpliwość.

Czytelnicy o nieco większym doświadczeniu zapewne wypomną mi teraz, że przecież już „coś było”. Owszem, było i to nie byle co. Z tematem zmierzył się choćby Zbigniew Nowicki, znany lepiej jako Zbigniew Nienacki, autor kultowej serii książek o Panu Samochodziku. Jego trylogia „Dagome Iudex” nie stała się jednak szczególnie popularna, o czym być może przesądził „dorosły” charakter tych książek, ale dla mnie jest jednym z największych skarbów w bibliotece a Dagon – tajemniczy wojownik pochodzący ze starożytnego rodu Spalów jednoczący ludy i tworzący silne państwo – zdobył sobie trwałe miejsce w mojej pamięci.

Od czasu wspomnianej serii trzeba było jednak czekać bardzo długo aby ktoś inny, w równie godny sposób zmierzył się z tematem. Dziś już wiem, że czekanie się opłaciło – a to za sprawą „Bogumiła Wiślanina” autorstwa Pawła Rochala.

Książka ta przenosi nas w zamierzchłe czasy, kiedy państwo Polskie nie było jeszcze nawet marzeniem. W czasy, kiedy terytorium przyszłego państwa podzielone było pomiędzy liczne plemiona – silniejsze i słabsze a prawem naczelnym, było prawo potężniejszego i waleczniejszego. Sojusze nie były trwalsze niczym liście na targanym wichurą drzewie a jedynym pewnikiem była śmierć, która w tej czy innej postaci przemierzała barbarzyński jeszcze świat i zbierała wielkie plony... W tym iście hobbesowskim świecie nieustającej wojny poznajemy głównego – i przy okazji: tytułowego bohatera.

Bogumił przychodzi na świat jako syn wojewody, jest więc mu przeznaczona przez ludzi wielkość i męstwo. Ma prowadzić wojów, rządzić grodami, rozsądzać skłóconych, zaprowadzać porządek... Tyle tylko, że samo jego poczęcie ma w sobie coś z magii – następuje podczas snu jego matki. Snu, w którym tamta śni sen zesłany przez bogów. I wszystko wskazuje na to, że nie tylko ludzie ale i bogowie mają wielkie plany co do syna wojewody. W ten sposób, jeszcze przed swoimi urodzinami, Bogumił zostaje wplątany w sieć, z której nie wyłuska się przez całe życie...

W książce mamy do czynienia z dwoma światami, które z powodzeniem możemy określić jako równoległe i uzupełniające się. Pierwszym jest nasz ludzki, w którym Bogumił dorasta i w którym przyjdzie mu dokonać większości swoich czynów. Drugim jest świat prastarych bogów – mrocznego Welesa migoczącego tysiącem smoczych łusek czy Świętowita o czterech twarzach oraz szeregu pomniejszych bóstw, z których każdy jest odpowiedzialny za coś innego i w inny sposób oddziałuje na losy śmiertelników... Dwa światy splecone mocą, której nie da się wysłowić... Splecione ale i rozdzielone niczym dwa kontynenty odseparowane nieprzebytym oceanem. A w środku tego wszystkiego człowiek przynależący do obu światów... Przyznajcie sami – pomysł niby nie nowy, bo przecież znaczna część literatury fantasy bazuje na czym takim. Czemu zatem trzeba było czekać tak długo aż ktoś zastosuje go w „swojski” sposób?

Pomińmy jednak rozważania „czemu” i zastanówmy się raczej „jak”. Czyli, mówiąc krótko – skoro już pomysł zrealizowano, czy jest się z czego cieszyć czy nie. Odpowiedź jeszcze krótsza niż pytanie: tak. „Bogumił Wiślanin” to świetna literatura, bazująca może nie na nowym pomyśle, ale za to zrealizowanym w sposób odkrywczy i naprawdę bardzo ciekawy. Świetnie się sprawdza przeniesienie akcji na ziemie wczesno-polskie oraz wprowadzenie do „obiegu” dawnych słowiańskich bóstw. I zaręczam was, że nie zachwycam się tym na zasadzie „dobre bo Polskie” (czy raczej „dobre bo nasze”) – ten pomysł po prostu broni się sam i ze wszech miar godny jest polecenia!

Ciekawym paradoksem jest, że każdy z nas z łatwością umiałby wymienić bogów galijskich (bo któż nie zna Teutatesa poznanego choćby dzięki Asterixowi), skandynawskich, amerykańskich, germańskich czy choćby pigmejskich, podczas kiedy znajomość „naszych” bogów to „carte blanche”. Paradowski pokazał, że umiejętnie ugryziona mitologia grecka potrafi bawić i intrygować na równi z najciekawszą prozą. Rochal idąc w te ślady, pokazuje że to samo da się zrobić z mitologią słowiańską. A jeśli macie wątpliwości, to dodam jeszcze, że oprócz przygód Bogumiła, w książce znajdziecie także osobno rozpisane mity słowiańskie – na stworzeniu Ziemi poczynając a na opowieściach o magicznych mieszkańcach świata kończąc. Autor daje się poznać nie tylko jako dobry autor, ale także jako propagator czy raczej popularyzator naszego zapomnianego dziedzictwa.

„Bogumił Wiślanin” to jednak nie tylko mity i fantastyka. Ta książka daje znacznie więcej – jest tu miejsce na akcję, jest na przemyślenia, jest i na wzruszenie. Rochal snuje opowieść o miłości, o wiedzy... o wszystkim tym, co może stanowić element człowieczeństwa. Mimo, że na kartach powieści występują bogowie, opowieść ta jest zadziwiająco prawdziwa. A przy tym piękna i sentymentalna.

Ja polecam „Bogumila Wiślanina” wszystkim tym, którzy cenią sobie świeżość i nowość. Którzy gotowi są sprawdzić smak nowej potrawy i nie zniechęci ich do tego fakt, że niewielu kucharzy próbowało ją do tej pory upichcić. Mnie, danie sporządzone przez Rochala smakowało wyjątkowo a jedyny absmak, jaki poczułem w trakcie „posiłku” wynikał z jakże irytującego drobiazgu, jakim był niewielki rozmiar powieści...

Smacznego!

Bogumił Wiślanin

Autor: Paweł Rochala
Okładka: Ewa Łukasik
Wydawnictwo: Świat Książki
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 10/2005
Liczba stron: 384
Format: 125x200 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN: 83-7391-887-6
Wydanie: I
Cena z okładki: 26 zł

Poprzedni katalog